![]()
|
||
| Księga Gości |
Archiwum |
|
|
2011-09-06 17:34:12 >> cypisek Zapisek skromny jak cypisek Transgranatny Progranatowy Postgramaturowy Spadło abecadło na z blow jobu sadło. Kad-ka-duk Kad-ka- duk Kad-ka-duk Ale już nie z pieca Bo nie z ognia z pieca Ciepło się roznieca Już Spadło na materac z róż I leży tuż tuż U stóp I milczy Jak grób Dziób w ciup Kaput. skomentuj (0) 2011-08-07 14:02:22 >> śpiewaj Baunsuję w wordzie dubstepem z basu zlizując żyletę. Ej ziom, posuń mnie basem w skłon. Nutą wysadź mnie z butów w tysiąc tępych wolt Jak młotkiem o metal mną przetańcz i jak snob w ucho się wżłob. Z drgawek rżniętych baunsów, z ciała … mnie zdystansuj. A potem śpiewaj … I niech niebu się z japy ulewa - - tak śpiewaj. skomentuj (0) 2011-08-06 08:30:22 >> Wakat A w głowie znów nastała zima. Dziadek mróz rzeźbi dłutem w zwojach. Myśli się nie chcą ocieplić. Zamykam oczy i śnieży. Jak w zimowym telewizorze z PRL-u. Otulam szalem słowa, ale wylatują zimnymi ustami. Słowa-gały grzęzną twardo w gardle. W zdrowym ciele zamarzł zdrowy duch. W zdrowym ciele wakat. Daję ogłoszenie. "Zamrażalnik ciała przyjmie coś ciepłego" Czas, oczekiwanie, zima. Puk puk. Ja w sprawie ogłoszenia. Kim jesteś? Ciepłą parówką z fastfooda. skomentuj (0) 2011-07-24 14:38:54 >> Lowe baunsowe Trzeba liznąć szynszyla w słowie. Niech ten się dowie, co utracił nastroje we dwoje Wlep się we mnie jak wlepka Jak Jachce Drachce i Cepka Drepka w łamańcu Niech lukier leje się w tańcu jak plemnik po ściance baunsu Wbij biboj we mnie łańcuch i ciało mi rozrajcuj Ej słowo! Trzepnij we mnie basowo! Jedziemy z koksem na nowo, topowo, hip-hop-grandżowo, boliłudowo, nadbombelkowo, z miną galową, anty-Cosmo-wo, kontra-Mrągowo, pro-nałogowo, ślinotokowo Wsadź sobie sferę w de, otaguj się moim Pe Be Kobiety są jak bagnety, kobiety noszą berety. Facety są jak kotlety, facety robią minety. Opowiem ci jeszcze więcej Stara baba za piecem jęczy Więc wordem dopieprz jak malowany chłopiec! Jak siała baba mak a to leciało tak: Porzucona ona wycięła mu balona On na tenże balon miał z loterii talon Z dwóch za dużo batów zrodziło się fatum A – a – a… kotki dwa, siała baba baks Po to ci panie czekanie, rankiem wstawanie, z sztywna sikanie, nadpodsysanie, odlatywanie w banie, po to ci prysznica branie, w turbanie hasanie po polanie, po to ci panie rozrymowanie Powiedz mi kim jestem, a powiem ci kim jesteś. Zrób mi festyn i kwestę, z shit-kasty wycinaj chwasty. Tnij z werbla styl Rwij flamastry jak maszty Rozrysuj we mnie ocean sumiasty Bo dobrze się budzą cyce w muzyce. Jest dziko zaczynać początki muzyką. W muzyce są bicze. W muzyce do ciebie krzyczę. W rytm i ruch zwal to pączkowanie ciał. Daj maj, a będziesz brał mnie jak chciał …będziesz... I w osierdziu osiądziesz mi na grzędzie i będziesz miał dostęp wszędzie. … Mój ty jedyny... ...bojsbendzie skomentuj (0) 2011-07-23 22:54:50 >> Mam te referencje Te referencje ci nie służą i nie rozchmurzą twych zburzeń - A – a – a za-A-bu rze-nia Na raz, na dwa – gdzie ty, tam i ja. Wędruje sobie Panczo ze swoją Sanczą. W niej się myśli kotłują o tym, co wyklują, sklonują, wyplują. Rehabilitują sobie minione jutro Ona zmasuje mu kark – on jej sceruje futro. A on, niemal o co krok, kłuje się kciukiem w bok I jak niewierny Tomasz z nadmiaru nadrealu musi się rozbić o bruk. I huk! Lamencie! Reto! Trwogo! Niech ludzie nam pomogą! – krzyczy Panczo w półzgięciu znad Sanczy bebechem rozprutym jak wokal Grechuty. Stary, spadły jej buty. Już po niej – słyszy w odpowiedzi od gościa, co go śledzi. Kiszot – potomek Dona. Za taki mental – dziesiona. A jak nie, to niech skonam! Polubili się Panczo z Kiszotem, Co historię zakańcza do potem. Ale stoją do siebie dom w dom i wędrują razem ziom w ziom. Nie pamiętają o Sanczy, o … pięknej Sanczy z Lamanczy. skomentuj (0) 2011-07-18 21:54:24 >> Motylem byłam aaa czekając na Godota, zjadłam psa i kota. i nie zdziwię się wcale, jak się skanibalę. raz w bas i trzask - wchodząc z impetem zkleszczyła się z brunetem Wypnij warkocz młynarko, scal figlarkę z fujarką - do niej rzeczesz panie. ... ja się w pana tarabanię i robię fiku miku i już jestem w baloniku. i znów się nie udało, choć lecąc wygięłam się w pałąk. więc piszę tego gniota i czekam na Godota. i nie zdziwię się wcale, jak zmienię się w Jeruzalem. znów - buch i ruch - chwal pana wszelki duch! Duch - druh. Nie ma ducha, bo dmucha... i weź się tera wsłuchaj! babo, co masz ci placek z macek zatraceń i zeszmaceń i ence pence - znów się nie dojęczę i co będzie tera? usrane etcetera? takie to losy dramy plemnikobytnej damy skomentuj (0) 2011-07-09 23:06:40 >> Słów ścięcie, zgięcie Brak mi słów. Każdego dnia bardziej. Spadają słowa deszczem i rozpryskują się o maski out-omatów. Brak słów to brak dyskusji. Gugloidzi nie rozmawiają. Nie mają podstaw. Powiedz do mnie z out-omatu. Zachwyć mnie słowami – obrazami, słowami – dźwiękami. Słowa to nie kluski. Słowa to pyzy z mięsem. skomentuj (0) 2011-07-03 22:53:24 >> Liryka z chodnika Zza beretu godziny zero wychyla się lamus na piętnastej. Ma frazes wypycony na ryju i flegma mu ścieka z migdała. „Heloł Feloł, lamuss” mu mówię, ale on nie czai nawet tego, że klepie mu klapa od potu, więc werbala nie zklei za chiny… Nie żebym się czepiała lamusów… Ale gdybym miała w sobie nutkę agresji, mogłabym wsadzić komuś w oko laskę wanilii. Mogłabym trzeć nosem cudzym wetkniętym w nieswoją sprawę o chodnik, jak ściera się laskę cynamonu o poranku. „Widziałam cię w swetrze przy lansometrze. Z brody kapał ci cynk” – modlę się codziennie do swojego boga, na którego podobieństwo na pewno nie powstał lamus. Z lamusem mieszka się trochę, trochę się nie mieszka. Nie no, lamus to lamus. Jedyne, co go ratuje to, że nie jest lamerem. skomentuj (1) 2011-04-26 22:46:48 >> z odmętu komentu
A: przykro mi
B: przestan
B: przykro ci?
B: bierzcie i jedzcie z mego słowa.
skomentuj (1) 2011-04-23 07:39:20 >> Tok Zrobiłam krok w blog. Zrobiłam krok w bok i w bruk. Z leżenia słyszę: "Stuk, puk" - W co stukasz? - W bok. - Po co? - Byś w "up" zrobił krok. Więc wstaję, choć wcale nie czaje tych bajek, co w volvo zmieniają tramwaje. Jak tramwaj się głośno otwieram, jak tramwaj wolno się zbieram. Jak tramwaj tak jadę i dyszę. Jak tramwaj utrafiam w niszę i słyszę: Jak tramwaj się wkręca w post-dyszel. skomentuj (1) 2011-03-20 11:48:12 >> potrzebna przerwa w słowach Joł men, sen to już nie sen, bo oto z ręki krwawicy zrobił się deficyt. Choć śni się słowo po słowie - to w palcach bardziej niż w głowie. I rodzi się się zdanie i toczy sensy z mózgu wybroczyn. Nie szuka już inspiracji banał podległy kasacji. I kocha się ręka w techikach bardziej niż w limerykach. Co robić, gdy z pełnej głowy tworzy się ruch wahadłowy, Gdy w zawijasach myślenia przeszkadza siła ciążenia? Może więc zamiast notować, należy ożywić słowa? skomentuj (0) 2011-02-07 00:38:16 >> Confessio est regina probationum Ssij żeton! - tyle się mówi, gdy ssie ci fetor z pyska jak kiełbasa spalona z ogniska. Kłam, kłam, człowieku! - ale w feedbecku się odstękam, wybekam ci alfabet wybekiem lewym sierpowym. Sierpowy mam jak sierpniowy wietrzyk - orzeźwia i rozleniwia, aż do upadku. Upadam i wstaję, żetony wydaję, "ssij żeton" - naparzam jak kleksem z kałamarza. Twój monotraumatyzm dramatyzuje prozą wielowyrazową z ogniskową w osierdziu na wypierdziu. A ja? A ja płonę, jakby piorun jebnął we mnie barytonem, jakby członek wybrzmiał we mnie duotonem. Jak w upalny upaleniem letni dzionek. tak tak płonę... puk, puk płonę... ba-ry-to-nem... Opadło napięcie na spięcie, na ścięcie, na zgięcie napięcie Opadło i wgniotło słowo w imadło. Miasto ugniata cię w ciasto. Twoja żona została wielokrotnie rozłożona. skomentuj (1) 2010-11-24 23:01:45 >> . I znów skok w niezbadane A niezbadane są tylko wyroki Nikt nie wie nigdy, dokąd biegnie ta zaczarowana sarna Śmieszne, bo wszystko wyskakuje znienacka Nawet wiedza o tym, kim był Jakoima Ten od "Jako i my odpuszczamy" Włosy się robią szorstkie od czekania Ale z czasem widać wyraźniej Że należało czekać Dłubiąc w rzemiośle Tik tak Tyka zegar Jabłko przejrzewa w zegarze Skalar krzyżówkowy Świeci brzuchem W niebyt Jeszcze żywy wczoraj Tik Zegar się chyli ku upadkowi Gdzieś Spadł Kolejny Pionek skomentuj (1) 2010-10-29 09:09:42 >> Prezent W prezencie na życiową drogę ofiarował jej pakunek owinięty celofanem, by świeceniu nie było zadość. Rozwijała go nieudolnie od pierwszych momentów świadomości. - Mamo, mamo, pomóż - wołała swoim niemowlęcym wzrokiem. Ale mama odpowiadała jej: - Przecież to twój prezent. Musisz poradzić sobie z nim sama. Ja ci pomogę udźwignąć. W końcu, gdy udało jej się rozpakować, stała i patrzyła, nie wiedząc, co począć z tym dalej. Oglądała i głaskała z każdej strony. Próbowała podnieść, ale było ciężkie. - Mamo, mamo! Co to jest? - pytała buźką, śliniąc przy tym kaftanik. Mama posadziła ją na kolanach i obie patrzyły teraz na prezent. W ciszy pokoju słychać było tylko tykanie zegara i powolny ruch nogą drzemiącego pająka zza szafy. - No mamo, mamo... - Co mam ci powiedzieć, kochanie? Dziewczynka wyciągnęła rączkę w stronę przedmiotu i uśmiechnęła się pełna ufności. Matka wzięła głęboki oddech i rzekła: - To jest guz, mój skarbie. Twój. Od teraz już na zawsze. skomentuj (0) 2010-10-07 19:23:02 >> Wadząc się z samosobą Już wkrótce usiądę na trawce w warszawce i będę puszczać latawce. Wyjmę swoją gitarę, szluga zarzucę na warę i songi brechtem wyśpiewam. Z nieba wydudni ulewa... Czas mi się tam poprzeplata i zrobi się buły - ciabata. A co, jeśli nie zechcę? Jeśli mnie to nie złechce? Jeśli nie sprostam warszawce lub nie oddam się ichniejszej trawce? Może wtedy zamieszkam w Krakowie... - w nocy miasta mi spacer opowie, co się działo, gdy ja na tej trawce urządzałam harce w warszawce. A co jeśli ta droga jest drogą latem po loda? Lecz jeśli nie wyjdę z domu, nie dam rozpoznać nikomu mojego miejskiego taga, który się z liter składa. Jak ten jaś z kijkiem i worem - na rozdrożu ciągle z wyborem kłócę się i się zmagam, wstaję, po czym na pysk padam. I tak zamiast po ludzku się toczyć, los w rozpuku ze mną się droczy. Nie odkryłam wieloryba w konserwie. W tej jesiennej nudnawej gawędzie. skomentuj (0) 2010-09-23 22:02:52 >> a słowo toczy, toczy swój garb uroczy... Nie umiem już pisać we wtorek. We wtorek opieram worek. W środę piorę skarpetki i noszę żółte ciapetki. W czwartek śpi u mnie Bartek W piątek weekendu początek. Sobota - dniem nieroba. Ale to w niedzielę wstawać mi szkoda. Za to w poniedziałek czeszę się w przedziałek. Nie umiem już pisać we wtorek. We wtorek mam brudny worek. We wtorek tapeta na ścianie bawi się w rolowanie. Kombajnistę w ramie zawieszając, udaję, że jestem zając. W dodatku cały w kapuście ...
Był to lans na w pisaniu bezguście.
skomentuj (1) 2010-08-27 20:34:01 >> Kontrkrzyżami rzucając w pachoły Męskie pranie: Walonki, Śledzionki... Weterani proszkiem wyprani. Sprani proszkiem ludzi, nie aniołów - docierają spleenem w padoły pospołu. Wcierając w materiał białego jelenia, czyszczą głowiznę wszelkiego stworzenia. Głowa za głowę jak oko za oko, memoriał w praniu się staje opoką. W dąsie, przekąsie, w tarciu o troterkę wymienia społecznie swą głowę za nerkę. A na koniec, gdy się już się nazbiera dobry nerek stosik, przyrządzają piorący do taplania sosik. I się w nim namydlą aż do potów srogich, a ubogich o nerki zostawią ubogich. Bo się głowy ku swojemu zwrócą jak bumerang w locie, nie chcąc już dłużej trwać w ludzkim pomiocie. I tak się zakończy dobre męskie pranie, a kluski się zakluszczą w glinianym saganie. Nie trzeba mieć krzyża, by poświecić zupę. Lecz buraki trza miast wodą, zawsze chrzcić ketchupem. Do zupy się można także dopchać ryżem, a podetrzeć dupę można polskim krzyżem. skomentuj (2) 2010-08-13 17:39:58 >> Fraszka na niefraszkę Trudno być teatrem, ale trudniej być sobą. Na szali wyboru zawsze wybierać tragicznie. Schodzić z afiszu do ludzi i mówić do nich językiem. Gesty układać niefikcyjne, by prawdę przekazać na dłoni. Trudno z motyla w poczwarkę się zmieniać i losy snuć żywe bez fabuł. I trudno nie dostać oklasków za mozół w torturze tłoczony. Trudno nie śpiewać frazesem i trudno się nie bać banału. To tak jak nie czekać na miłość, co nigdy teatrem nie bywa. skomentuj (3) 2010-07-20 23:32:23 >> Minimal o życiu W lot łapię towary spadające z taśmy. skomentuj (1) 2010-07-14 23:28:15 >> Manifest zaprzeczony Nie można wybaczać. Nie - kiedy usta rzucają w człowieka gwoździami. Nie - kiedy bagnet w serce budzi człowieka co ranek. Nie - kiedy ślepo się wierzy i spada w tej wierze ku smutkom. Nie - kiedy rysuje się opuszkiem palca na czole swastykę w cierniowej. Nie można wybaczać. Trzeba oddalić w sobie uczucie i brać naukę z tego, co przyniesie jutrość. Trzeba postawić na stole lusterko i powiedzieć głośno: Zrobiłam, co trzeba. Trzeba spowodować uśmiech w sobie, bo powodów ku temu tysiące. Trzeba założyć cierniową sukienkę i swastykę obsypać brokatem. Nie można wybaczać. Zamknij oczy i zajrzyj do lasu. Co w lesie? Niby nie wiesz, co za tamtym drzewem. Ale to z niego stukają dzięcioły. Idź tam. Na granicy z lustrem się zatrzymaj. Możesz spojrzeć w tamto. Ale też nie musisz. Możesz też wybaczyć. Ale nie powinnaś. Nie można wybaczać. Co to jest "wybaczać"? To puszczać w niepamięć. Lecz trzeba pamiętać. Nie puszczać w niepamięć. Bo nie można wybaczać. Jeśli ktoś wbił w ciebie cyrkiel. Nie wybacz mu tego. Jeśli głowę traktował imadłem. Nie wybacz mu tego. Jeśli wyrwał ci serce i pociął. Nie wybacz mu tego. Jeśli śmiał się z cierpienia. Nie wybacz mu tego. Nie można wybaczać. Kiedy budziłaś pocałunkami życie, a teraz już nie masz życia -nie wybaczaj! Nikomu! skomentuj (2) 2010-06-28 10:16:21 >> o synu z Marnotrawia w woj. pomorskim Koło płotu stawał i patrzył w dal. Musiał w dali dużo widzieć, bo bystrość smutnego spojrzenia łamały bruzdy boleści, mapy zdarzeń rysując na ceglanym czole. Za nim stał dom wypracowany męskim ego spełnienia i palcami o skórze skostniałej. A przy nim ona trwała, szczeble płotu polerując, by praca z rąk jej nie wypadła. Wątła, niebaczna, rozdwojona w sobie... Wierzyli, że rodzina winna zasadzić drzewo, wybudować dom i spłodzić syna. Jak wierzyli, tak zrobili. Zrodziła syna upragnionego, w znaku skorpiona. Kwiliła mu nad uchem swoją miłością niestrudzoną, przysięgając wieczną matczyność. I ojciec trudy utrudził, by syn jak dąb rósł w sytości. I by jego ciału i umysłowi nic nie brakowało, uczynił zeń sportowca i posłał na nauki. Mijały lata... Synowi kolorki jaśniały na sytej twarzy, gdy pewnego razu spotkał ukochaną i stworzył z nią rodzinę ku radości matki swej i ojca. I ojciec rzekł do syna: Synu, w rodzinie są trzy obowiązki - trzeba zasadzić drzewo, wybudować dom, spłodzić syna. Jak usłyszał, tak też zrobił. No prawie, bo... wybudował dom, zasadził drzewo, spłodził syna, a na koniec wszystko przejebał. skomentuj (0) 2010-06-25 16:01:34 >> pisss ałt i pisss offf i pisss, pliissss. A czego się spodziewaliście? Garba o piątej nad ranem? Ciężkiej orki typu: "Nie ma jak się napić kawy"? Czy telefonicznych tyrad w stylu: "Nie mam sobie nic do zarzucenia niby, ale jednak... Bo ta kupa była zielona, a tamta błękitna..."? A może obrazka pod tytułem: "Kiedyś była ładna"? Źle się spodziewaliście, więc się sparzyliście. Ale w was to tylko rozjuszyło natrętność. Wkładacie teraz palec w oko, uciskając z niedowierzaniem gałkę. I terroryzujecie dulszczyzną a`la: "To jak ty masz dziecko, to co tutaj robisz?". -"Ano proste - robię relaks, żebym mogła z radością śpiewać Laleczkę z saskiej porcelany" -"I nie boisz się tak?" -"Człowiek ma dwie ręce i to coś oznacza". Jakoś to wyrwane z kontekstu? No właśnie, mnie też to wyrywa z kontekstu. skomentuj (0) 2010-06-20 00:26:07 >> Co w rok? W rok - może powstać taki oto blog. Możesz zrobić też... krok ku Dorosłemu... Możesz dowiedzieć się, czemu i po co ten akt. W rok można też stworzyć fakt. Rok trwa lepienie człowieka... Rok już drży mi powieka - a ja bez echa zostawiam to i nie chadzam do lekarza, nie pytałam o to bakałarza. W rok - sobie wiele wyobrażam... W rok zjada się dużo mięsa - świni zjedliśmy, co pół kredensaaa, to jest sama dupa. Z krwi zrobiliśmy sobie siuwar. Kolegę, który mental struwał zrobliśmy z kiełbasy krakowskiej. Służył do podgryzania jako Pan Gastrofaza... Dygresja jest jak recesja czy jak secesja? Moja babka Lukrecja zrobiła w rok sobie kok. W religii poszła o krok. I trwa. I w rok - zrobiłam ci ja - więcej kalarepy na dżety niż majka jeżowska w spódnicy miała. W rok można przypomnieć sobie piosenkę: "Ogórek, ogórek, ogórek zielony ma garniturek." A co to jest kapturek dopochwowy? Kto wytłumaczy mi alkowy niu-an-se? Kto klaśnie w pupsko mnie lansem - ciała? Kto penis, przy którym będę trwała... jak sfinks? ... Halo! Gdzie jest ten, co tłumaczył "co w rok"?! "W rok zmienia się gadki tok" - powiedział i odjechał w poświacie ku swojemu Army of Lovers. Kropka. skomentuj (1) 2010-06-10 17:56:32 >> Diss na kola z kwadratu Ej ty! Podrap mnie w serce widelcem, wyryj mi taga na nerce, smaż mnie na mokrej patelce i pokaż więcej niż "Wielce". Spragniona jestem jasnych zasad - sztywnych jak na obcasach, prostych jak nasza klasa i tłustych jak kiełbasa. Nie trawię tego, co w trawie widzi tylko żurawie, które puszczają latawiec, by mógł unieść się ... prawie. Ej, "Wielce"! ze słomy wystają ci kierpce, zamień się z kimś miejscem, w Mędrkowie zostań mędrcem. Albo złóż się w kopertę, zalakuj buzię cementem, i z pierwszej fali odmętem - płyń i granicz z Kuwejtem. Ej stary! Zaparowały mi okulary - tak, że nie widzę cię,... stary... Więc nie wykreślię ci miary na nasz ponowny realizm... skomentuj (0) 2010-06-02 23:29:30 >> Ciałkofonia W małym ciałku zamieszkał Cieplak. Cieplak przedstawił się któregoś dnia przy obiedzie, gdy pokonał Hunga, który odpowiedzialny jest za oznajmianie o tym, że ciałko jest głodne. "Hello, jestem cieplakiem" - rzekł - "smaruję puchatą rękawicą brzuszek od środka i powoduję, że ciałku robi się ciepło." Opiekunka ciałka z niepewnością zastanowiła się nad nowym lokatorem. "A może on spowoduje jakieś szkody?" - pomyślała. Ale trudno było nie lubić cieplaka. Szybko okazało się, że jest takim samym pieszczochem jak ciałko. Jak tylko ciałko padało ofiarą tulenia opiekunki, masowania brzuszka, miziania po policzku i całowaniu w główkę, Cieplak dawał o sobie znać. "Jak cieplutko" - mówił - "cieplusiunio", aż z czasem zazdosny Hung zaczął mu wtórować swoim mlaskającym: "Pysznie". Wzajemne rozpieszczanie mogłoby trwać bez końca, gdyby nie okazało się wkrótce, że towarzystwo na tym się nie kończy. Pewnej niezwykle cieplutkiej sesji całowania w polik i stukania opuszkiem w nosek, dało się słyszeć: "Juhuuu! Ale jazda", a potem głosny plusk. Zaniepokojona opiekunka ciałka zapukała w brzuszek i spytała: "Jest tam kto?". Po chwili ciszy odezwał sie niepewnie gruby i niski głosik: "To ja, Wypruj". "Wypruj?" - spytała opiekunka. Na co z pomocą uderzył Cieplak: "No tak! Wypruj to brat Wypluja. Zajmują się czyszczeniem ciałka z odpadów." Tego dnia opiekunka postanowiła poznać wszystkich lokatorów jej kochanego ciałka. I tak - okazało się, że obok Hunga, Cieplaka, Wypruja, Wypluja w ciałku zamieszkują jeszcze Burczek, Beczek, Bekacz, Gaguł, Śpiochu, Wrzaskol, Miluś, Raduś, Słodziak, Ulewka, Piszczek, Krzyku, Smrodziak, Pipczek, Marud i cała rzesza podobnych ziomali... skomentuj (0) 2010-05-22 23:46:51 >> Wibrrr-a-tor! Publikuję się na swoim blogu. W okresie połogu. Publikuję słowo w Internecie. Mam dziecię. Wy wiecie. Publikuję taga w twoim pamiętniku. Jak dziecię - silnego - w beciku. Bez liku przebywam stacji. Bez eskejp i spacji. W drżeniu wibracji. W basie tonacji. Mam też czasem nieodpartą potrzebę wyrażenia siebie poprzez zhiberbolizowaną w doznania językowo-smakowe, wcale nie przeinteliktualizowaną, a jednak i odpowiednio cyniczną i wystarczająco zabawną - prozę. - Choć zabrzmiało to pysznie, to tak jest. Gdy w słowo zamienia się skręt. I w żar-party zwija się KENT. Na razie "the end" - stop - enter - idę karmić człowieka matką - co wariacko zjada się z wkładką - która jest ocieraczką i macką. I niech ma to: Wibrrrator! "Terminator-słowo" pojawia się i znika, jak mózg strawiony na Bebikach. Hej, daj mi Bebiko, chłopaku... Rozsmakuj mnie w swoim koniaku. Niech w ataku się stanę na kunszt - szkolona... Żona niestrudzona, rozżalona, szalona, zniesmaczona jak zupa - solona z salmona i solniczki, z rybiej głupiczki w kwestii samiczki - innej niż ona... Chłopaku! Daj mi balona i mnie przekonaj, że to nie o nas... A teraz wyłącz tego bloga, bo to dla dorosłych blog jest... skomentuj (0) 2010-05-21 20:44:49 >> O królestwie największym z mozliwych Są nagrody, o których się nie mówi, bo to jakby chwalić słońce za to, że świeci. Z wybrzuszenia w sercu wykluło się pisklę. Wcale nie jest bezbronne i zdane na łaskę i niełaskę, ponieważ ma mamę. A mama to człowiek, który chroni. A jeśli przyjdzie ktoś i powie: uprawiasz truizmy i rzucasz frazesami, odpowiem: macierzyństwo to nie truizm i nie frazes. To prawda. Jedyna. I nie wypowiadam tego z perspektywy matki, która odchowała. Ale stojąc w punkcie wyjścia, nie boję się. Bo jestem skrzydłem Stróża. Pierś wzrosła mi w tarczę i wzrok zsokolił się w czujność. Piórkiem wskazywać będę to, co widzę sama i spytam: a ty, jak to widzisz? I każdego ranka twoją małą rączką zasadzimy w doniczce embriona motyla, by po południu mógł wyfrunąć lekko i powiedzieć światu o tym, jaka jesteś. Rozczulam się tobą i rysuję ci opuszkiem na czółku wyznanie. Karmię cię sobą i nie zamienię tego uczucia na dwie tony złota i górę brylantów. Bo gdy ziewasz i wyciągasz swoje małe ciałko w rozkosznym lenistwie, wiem, że już więcej chcieć nie można i więcej nic nie trzeba. A ty, jak to widzisz? ... skomentuj (0) 2010-05-02 07:47:49 >> O Panu i do Pana... Nie jest łatwo wierzyć, gdy Bóg nigdy nie wysłuchuje modlitw. Nawet jeśli Bóg jest żywy i można mu wepchnąć w bok kolano. Co z tego, że oto jawi się przed Tobą Jego Szacowna Namacalność, jeśli to namacalność wypchana trocinami? Czy do pomazańca z trocin warto się modlić? Pytanie to retoryczne. Pomazańca trzeba mazać, jak wskazuje na to jego nazwa. Popatrz. Przygotowałam dla ciebie kadzidło z błota i ludzkich odchodów. To wszystko, czym warto cię okadzić, trocinowy bożku. Przyniosłam święte twoje relikwie i będę z nich drwić publicznie. Mam też stos, na którym ustawię Twoją podobiznę i średniowiecznym zwyczajem spalę cię za czary, którymi zdecydowałeś się popisywać wśród czeladzi... Niestety, zapomniałam już modlitwy, które odmawia się do ciebie, więc się pomodlę tym razem swoimi słowami. W proch obrócę mą wiarę w ciebie dobry panie, cierniem cię obsypię o władco wielki mego padołu, ofiaruję ci glisty, a karakony złożę u stóp twoich... Boś ty na wieki mnie umiłował, panie mój ty... człowieku... skomentuj (2) 2010-04-29 13:08:29 >> Pierwszy album rodzinny Z okazji dziewiątego miesiąca wbiję ci nóż w plecki - pomyślał tatuś i tak też zrobił. Potem wyszarpał mamę za włosy, wszedł do łazienki, umył się, ogolił i wyszedł. "Nienawidzę Was" - rzucił na odchodne. "Uczynię Wasze życie hardcorem" - dodał z rozkosznym uśmiechem, które można by określić jako wyraz samozadowolenia. Co miał w głowie za drzwiami? "Jak dojadę do firmy, muszę wysłać maila do kolesia, żeby na czas przywiózł dokumenty... Fajnie, że na koncie mam już 30 tysięcy - kupię sobie coś zajebistego... Ładnie mi by było w tym swetrze, który widziałem na wystawie w galerii... Na obiad zjem coś pysznego - o wiem, zaproszę do restauracji koleżankę Jolę, bo dawno się z nią nie widziałem... Mogę jej postawić obiad, bo pożyczyłem matce mojego dziecka na leki 200 zł i ma mi oddać, jak jakoś uciuła... Żałosne, żeby nie mieć pieniędzy... I niby taka wykształcona... Ja jestem zajebisty... Cholera, 2 miesiące i takie obroty... Pojadę sobie gdzieś na wakacje. Tylko niech tamta urodzi, bo strzela z dupy, że mam być pod ręką, jak się zacznie... Nie lubię, jak się mnie zmusza... A ona mnie zmusza... Mówię jej - daj żyć, kobieto! ... A ta nie... Nienawidzę jej... Dobra, nieważne... Kurwa, telefon! Mam nadzieję, że nie ona, bo nie odbiorę..." A w domu dzidziuś nienarodzony zasypia z nożem w plecach do kołysanki, którą mu mama wytula pieszczotliwą dłonią... skomentuj (3) 2010-04-23 23:47:00 >> Drzewo A w brzuchu wyrosło już drzewo pestkowca. W ciepłe dni drzewo ma czkawkę, która powoduje, że brzuch podskakuje w rytmie, jaki można wyklaskać na zajęciach z rytmiki w przedszkolu. Klip klap klip klap - unosi się i opada pokrywa brzucha, jakby oddychała ciałem pestkowca. Podaję mu nawozy witaminowe, pochłaniając sama tłuste kilogramy mięsistych owoców i oskrobanych marchewek. A drzewo się pławi w witaminowym pędzie, manifestując swoją dziką radość wdzięcznym ocieraniem wzrastających konarów o ścianki brzucha. Oddaję mu serdeczności, masując skórę brzusznej pokrywy ruchami okrężnymi z lewej do prawej, by użyźnić podłoże, o które drzewo opiera koronę. I mówię, że kocham. Przemawiam do drzewa dźwiękiem tonów wysokich i niskich, odmawiając mu jednak tragicznej wzniosłości. Miesza się trójkąt z bębenkiem i nuta zerwana z cymbałka... I miesza się słowo "miłość" z czułością, której nie zazna żaden kochanek w ramionach swojej połówki odnalezionej po latach rozłąki... Bo drzewa się nie da odłączyć i zgubić. Bo drzewo wyrasta z korzenia... skomentuj (1)
|
| |
|
|
|
||
l>